Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”. A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony.

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: „Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”.

Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Mk 1, 40-45


Perykopę o uzdrowieniu trędowatego znamy z pewnością aż do znudzenia. To jeden z pierwszych cudów, jakich, zdaniem Marka, dokonuje Jezus w swojej publicznej działalności. Kontekstem jest nauczanie Chrystusa w Galilei. Mistrz wędruje po wioskach i ogłasza obecność Bożego królestwa. W pewnym momencie drogę zachodzi mu trędowaty i prosi o uzdrowienie. Jezus, jak słyszymy, kieruje się litością i uzdrawia człowieka. Bardzo piękna historia, która na pewno niejednego wzruszy. Miło zwłaszcza usłyszeć, że Jezus, widząc ludzką nędzę, odczuwa litość. Ale czy na pewno litość?

Pismo Święte nie spadło z nieba, lecz jest spisaną tradycją wielu różnych opowieści i rozmaitych fragmentów, które ludzie przekazywali sobie nawzajem i podawali kolejnym pokoleniom. Dotyczy to także Ewangelii – najpierw istniały ustne przekazy opowieści o Jezusie, Jego słowach i czynach, a następnie spisywano teksty. Niestety nie istniały wtedy drukarnie, które zapewniłyby dystrybucję jednolitego tekstu ewangelicznego na cały Kościół. Kopiści przepisywali linijkę po linijce, by stworzyć kolejną kopię Ewangelii. Niejednokrotnie popełniali przy tym błędy – któż z nas potrafiłby utrzymać takie skupienie, by bezbłędnie spisywać całymi dniami ten sam dokument?! Innym razem kopiści celowo wprowadzali zmiany do tekstu, tak by wygładzić pewne niejasności lub dopasować go do okoliczności życia danej wspólnoty. Nie powinno nas to gorszyć, bo wówczas nie postrzegano jeszcze Ewangelii jako jakiejś zamkniętej raz na zawsze księgi, w której nie wolno niczego zmieniać. Porównując różne stare kodeksy, widzimy, że często wariant tekstu, który ostatecznie się przyjął, wcale nie był najstarszym. Najczęściej zmiany, które zaszły w tekście już u zarania dziejów chrześcijaństwa, nie mają aż takiego znaczenia. Inaczej jest w przypadku fragmentu o oczyszczeniu trędowatego. Najstarsze zachowane źródła pokazują, że Jezus uleczył go zdjęty… gniewem. Być może nazbyt ludzkie w oczach kopistów odczucie gniewu wydawało się nie do zaakceptowania w opisie zachowania Jezusa. Dlatego w tradycji przekazano wersję z „litością” i tak po dziś dzień słyszymy w czasie Mszy Świętej, że Jezusowi towarzyszyła właśnie chlubna litość, a nie nieprzystojny gniew, gdy uzdrawiał trędowatego.

maxresdefault

Oczywiście nie chodzi o to, by kwestionować litość Jezusa i podważać wersję tekstu, która ostatecznie znalazła się w Biblii i w takiej formie była przez wieki czytana. Warto jednak zwrócić uwagę na tę drugą wersję, prawdopodobnie starszą, która Jezusowi przypisuje gniew. Wszak gniew, rozumiany jako uczucie, nie jest czymś złym. Jest pewną reakcją na dotykające człowieka zło. Zapytajmy wprost – co zdenerwowało Jezusa?

Osoba, która prosi o pomoc, to trędowaty. Nie trzeba przypominać, z czym wiązała się choroba trądu w świecie biblijnym. Idzie nie tylko o fizyczne skutki, ale również o konsekwencje społeczne tej dolegliwości. Trędowaty był wyrzutkiem społecznym, osobą programowo niekochaną. Nie miał żadnych relacji z ludźmi, był odrzucony przez wszystkich, odepchnięty i wzgardzony. Ten fatalny stan wydaje się prowokować do walki o zmianę. Kto by nie chciał przestać być trędowatym? Kto by nie chciał znów być blisko ludzi? Tymczasem trędowaty z Ewangelii Marka prosi Jezusa jakby od niechcenia: […] jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Co prawda pada na kolana, ale to, co mówi, jest dosyć szokujące. Jeśli chcesz? Co to za kurtuazja w takim momencie? Człowieku, masz jedyną szansę na odzyskanie zdrowia, na stanięcie znów obok ludzi, na miłość! Krzycz: „Błagam, pomóż mi Jezu”! Jeśli chcesz? Przypomina to zdystansowane reakcje na różne propozycje, które przed nami stają. „Jeśli chcesz, możemy iść do kina”. „Jeśli chcesz, to możemy się spotkać”. Kto tak mówi, temu nie zależy aż tak bardzo. Czy ten trędowaty naprawdę chce przestać być trędowaty?

Jezus wpada w gniew, bo widzi, że człowiekowi zaczyna się robić wręcz dobrze w sytuacji trądu. Może użalać się nad sobą, mówić, że nikt go nie kocha. Nie musi budować więzi z innymi, bo przecież jest taki biedny i nielubiany. Kiedy nadarzy się okazja, może się to odmienić, ale nie zależy mu za bardzo. Jakby ktoś chciał, może do niego przyjść i go oczyścić, ale to nic pilnego.

Bóg przychodzi do trędowatego mieszkającego w każdym z nas z uzdrowieniem, ale i z gniewem. Bo kto by się nie zdenerwował na człowieka narzekającego na swój los, na swoje odrzucenie i samotność, a jednocześnie nierobiącego nic, żeby samemu wyjść do innych. Otwierając się na uzdrowienie, sami znajdziemy się blisko ludzi i zamiast narzekać, że inni nas odpychają, sami zagadamy, przełamiemy lody. Zupełnie jak trędowaty z Ewangelii, który natychmiast pobiegł do miasta i zaczął […] wiele opowiadać i rozgłaszać, nie bacząc nawet na to, że zabronił mu tego Pan Jezus.

mw