Co nas to obchodzi, że Bóg jest jeden w trzech osobach? Dogmat o Trójcy Świętej uważa się często za jakąś informację o Bogu, która dość precyzyjnie Go ujmuje, choć nie bardzo wiadomo, jaki ma związek z życiem wierzącego człowieka. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie – dogmat nie jest właściwie informacją o Bogu, a jedynie ludzką próbą ujęcia Jego tajemnicy, jego związek z życiem człowieka jest natomiast kolosalny i kluczowy. Misterium Boga jako odwiecznego wydarzenia miłości nie daje się ująć żadnymi ludzkimi pojęciami, a język dogmatu (jedna natura, trzy osoby), jest tylko próbą zabezpieczenia tego misterium przez zbezczeszczeniem i wypaczeniem. Dlatego Joseph Ratzinger pisał: „Każde z wielkich podstawowych pojęć nauki o Trójcy Świętej zostało kiedyś potępione; wszystkie te pojęcia zostały przyjęte jedynie poprzez to ukrzyżowanie potępienia; mają one znaczenie jedynie, gdy jednocześnie są uznane za bezużyteczne, i tak, jako nieudolny bełkot i nic ponadto, zostają dopuszczone. Tylko przez negację i tylko w niekończących się niedomówieniach mogą one być użyteczne”. Tak, sformułowania o Trójcy są nieudolnym bełkotem. Jest to jednak bełkot nieunikniony, potrzebny nam, by z pokorą wpatrywać się w tajemnicę Boga i według niej kształtować swoje życie. Bo taki jest cel dogmatu – kształtowanie życia człowieka. Nie rozumiał tego skądinąd genialny filozof Immanuel Kant, który prawdę o Trójcy uważał za pozbawioną jakiegokolwiek praktycznego znaczenia. Spróbujmy wskazać choćby trzy powody, dla których się mylił:

  1. Życie jest dialogiem. Skoro sam Bóg nie jest żadną monadą, lecz relacją osób, to także my, jako stworzeni na Jego obraz, jesteśmy z natury dialogiczni. Droga do szczęścia przez zamknięcie się w sobie, oderwanie od drugiego, jest drogą donikąd. Nie można poznać siebie inaczej jak tylko w odbiciu drugiego. Nie ma rozwoju, wzrastania i szczęścia bez stanięcia przed „ty”. Mało tego, już w każdej osobie toczy się przecież dialog wewnętrzny. Jeden z największych teologów starożytnych, Święty Augustyn, uważał, że w samym konkretnym człowieku istnieje struktura dialogiczna, będąca śladem i obrazem Trójcy Świętej. Pokazywał kilka jej wymiarów, spośród których najczęściej przywoływana jest triada: pamięć, rozum, wola. Tak oto człowiek trwa w wewnętrznym dialogu z samym sobą: pamięć przedstawia to co minione i buduje tożsamość osoby, wola pragnie i popycha do przodu, a rozum dyskutuje z nią i nadaje jej rozsądny kierunek. Ten wewnętrzny dialog jest możliwy i konieczny, bo człowiek stanowi odbicie wiecznego dialogu zwanego Trójcą Świętą. Jeśli widzimy Boga jako nieruchomą jednostkę, myślimy o naszym życiu także jako o niezależnym, trwałym i pozbawionym dynamiki. Wiara w Trójcę Świętą pozwala nam natomiast wejść z całą odwagą i zaangażowaniem w wewnętrzny dialog z samym sobą, ale także z drugą osobą. Ten dialog nie jest jakimś dodatkiem do życia ubarwiającym je i nadającym mu więcej smaku. Nie, ten dialog to samo życie. Prawdziwe życie to po prostu relacja. Innego życia nie ma, tak jak nie ma innego Boga niż Trójca Święta.

  2. Żyjemy dla innych. Nim powstał świat i ktokolwiek z nas, od zawsze trwała miłość Ojca, Syna i Ducha Świętego. Od zawsze i na zawsze Ojciec rodzi Syna i oddaje mu całe bóstwo. Od zawsze i na zawsze tchnie także Ducha miłości. Oznacza to, że najgłębszą i niezbywalną prawdą o wszelkiej rzeczywistości jest miłość będąca oddaniem siebie drugiemu. Dogmat o Trójcy nie pozwala nam żyć dla siebie samych. Prawda o naszej egzystencji to oddawanie całego siebie drugiemu. Gromadzenie wszystkiego dla siebie i podporządkowanie sobie innych nie doprowadzi nigdy nikogo do szczęścia. Na dłuższą metę takie życie nikogo nie usatysfakcjonuje, bo jesteśmy dziećmi Boga, który samego siebie oddaje Synowi. I to pragnienie jest zawarte w głębi naszego bytu – oddać siebie drugiemu. Nie warto lękać się, że oddając się innym, coś utracimy, nie będziemy już sobą, nie będziemy mieli czasu dla siebie. Bóg Ojciec oddając siebie Synowi i Syn oddając siebie Ojcu w Duchu Świętym, niczego nie tracą. Wydając samego siebie, Bóg pozostaje najgłębiej i najprawdziwiej sobą. I nasza tożsamość również jest w relacji, w oddaniu. To właśnie żyjąc na wzór Trójcy, czyli oddając się innym, odnajdziemy prawdziwą tożsamość.

  3. Jedność w różnorodności jest możliwa. Fundamentalny przekaz doktryny o Trójcy, czyli absolutna jedność Boga w połączeniu z realną troistością, ma kapitalne znaczenie dla sposobu, w jaki możemy rozumieć naszą międzyludzką wspólnotę. Ta prawda rzuca światło na to, jak możemy zrozumieć Kościół, rodzinę, grupę koleżeńską, państwo. Tak często wyśmiewane przekonanie, że trzy może się równać jeden, nie jest logicznym absurdem, lecz egzystencjalną wskazówką. Kiedy szukamy jedności i chcemy budować wspólnotę, nie musimy wcale dążyć do uniformizacji. Jedność jest możliwa nie tylko tam, gdzie wszyscy zlewają się w monolit. Nie musimy myśleć tak samo, czuć tak samo, wyglądać podobnie i mieć wspólnych zainteresowań. Prawdziwa jedność i wspólnota nie wykluczają różnorodności, a wręcz przeciwnie – na niej się opierają i jej się domagają. To właśnie jako różni możemy być jedno, tak jak jedno są Ojciec, Syn i Duch, choć nie są tożsami jako osoby. Dogmat o Trójcy uczy nas doceniać wielość i budować jedność w całym bogactwie różnorodności, a nie w banalnym utożsamieniu.

Niedziela Trójcy Świętej to niestety jeden z nielicznych dni, kiedy zwykliśmy się zastanawiać nad znaczeniem prawdy o jedynym Bogu w trzech osobach. Na co dzień prawda ta pozostaje raczej poza horyzontem naszych zainteresowań, nie przykładamy do niej – nie ukrywajmy – zbyt dużej wagi. Tymczasem, jak widać, prawda o Trójcy może nam powiedzieć bardzo wiele o nas samych, naszych pragnieniach i relacjach. Jeśli Bóg jest miłością, to jest Trójcą. A jeśli jest Trójcą, to nam nie wolno już żyć dla samych siebie, w zamknięciu i wyobcowaniu.

mw