Święty Tomasz Apostoł to postać kojarzona przede wszystkim z epizodem opisanym w Ewangelii Jana, któremu to epizodowi patron z dnia 3 lipca zawdzięcza przydomek „niewiernego”. Jednak sam Ewangelista przywołuje inny pseudonim Tomasza, a mianowicie Didymos, czyli bliźniak. Nie jest to właściwie pseudonim, ale jego imię przełożone na grekę – aramejskie toma oznacza bliźniaka. Jak w wielu innych przypadkach, tak i tutaj trudno rozgryźć, co ma na myśli czwarty ewangelista, podkreślając znaczenie pozornie nieistotnego szczegółu w postaci takiego właśnie imienia apostoła. Jest jedno podstawowe pytanie – czyim bliźniakiem jest Tomasz? Od pierwszych wieków historii Kościoła badacze Pisma świętego próbowali wyjaśniać tę kwestię. Popularna jest interpretacja, w której Tomasz jest bliźniakiem każdego chrześcijanina. Nie chodziłoby więc konkretnie o jego więzy rodzinne, o których przecież niczego nie wiemy, ale o symboliczne wskazanie przez Ewangelię tego, że Tomasz jest bliski każdemu z nas. Ten człowiek jest do nas bliźniaczo podobny, bo i my wciąż nie możemy uwierzyć w zmartwychwstanie i oczekujemy wyraźnych znaków i dowodów. Chcemy dotykać rzeczywistości i dopiero wtedy możemy uznać prawdę, kiedy przejdzie ona przez test naszego doświadczenia.

Obok tej nośnej interpretacji, stawiającej Tomasza jako naszego brata bliźniaka w niedowiarstwie, jest także inne wyjaśnienie tej kwestii, również zakorzenione w najdawniejszych czasach. Otóż Tomasz miałby być bliźniakiem Pana Jezusa. Skoro Ewangelia nie dopowiada, czyim jest bliźniakiem, można się domyślać – zdaniem przedstawicieli tej interpretacji – że chodzi o nikogo innego, jak o samego Chrystusa. I znowu nie chodzi o fizyczne pokrewieństwo, lecz o szczególną duchową wspólnotę. Tomasz w niektórych grupach chrześcijan szybko urósł do rangi apostoła doskonałego, który jako jedyny w pełni posiadł głębię tajemnicy Jezusowego przesłania. Najczęściej na taki piedestał wynosiły Didymosa wspólnoty spoza głównego nurtu Kościoła, reprezentujące nieprawowierny, synkretyczny ruch gnostycki. To właśnie w takich kręgach najprawdopodobniej powstała apokryficzna Ewangelia Tomasza. Gnostyckich i apokryficznych tekstów jest wiele, ale ten ma charakter wyjątkowy i w pewien sposób uprzywilejowany. W przeciwieństwie do innych niekanonicznych Ewangelii powstał dosyć wcześnie, być może już w II wieku po Chrystusie. To później niż teksty Nowego Testamentu, ale zasadniczo wcześniej niż inne apokryfy. Ewangelia Tomasza jest więc jeszcze mocno zanurzona w pierwotnym przekazie o Jezusie i Jego nauczaniu. Choć jest w niej wiele gnostyckich naleciałości, do których trzeba zachować zdrowy dystans, krytyczna lektura tego niedługiego tekstu może być na swój sposób pouczająca. Księga nie ma charakteru fabularnego, zawiera wyłącznie wykaz krótkich wypowiedzi Jezusa. Wiele z nich przypomina lub wprost odpowiada wypowiedziom z Ewangelii synoptycznych. Niektóre brzmią całkiem inaczej, a sporo jest po prostu bardzo dziwnych. Warto jednak zacytować te, które mogą być jakoś inspirujące. Oczywiście nie wolno ich postrzegać w taki sam sposób, jak tekstów Ewangelii z Biblii – tutaj nie czytamy słowa Bożego. Pamiętając o tym i zachowując pewien dystans, zapraszamy do przeglądu dziesięciu myśli z Ewangelii Tomasza. O ile nikogo nie zniechęcił ten przydługi wstęp…

1. „Jeśli poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i zrozumiecie, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą.”

Te słowa przypisywane Jezusowi są niejako przedłużeniem antycznej sentencji gnothi seauton (poznaj samego siebie). Formuła ta zaistniała w kulturze jako hasło wypisane nad świątynią Apollina w Delfach. Nawet poganie wiedzieli, że podstawową rzeczą w życiu człowieka jest poznanie prawdy o sobie samym. Ale chrześcijaństwo na tym nie poprzestaje – ono mówi wprost, jaka jest ta zawarta w człowieku prawda. „Jesteście synami Ojca żywego”. Poznanie tej prawdy to jedyna droga do szczęścia, a zapomnienie o niej to nędza, o czym wiemy aż zanadto z obserwacji otaczających nas ludzi, a może i z autopsji.

2. Jezus zobaczył malców pijących mleko. Rzekł do swych uczniów: „Te maleństwa pijące mleko, podobne są do tych, co weszli do królestwa”.

Fragment przypomina znany nam dobrze z Ewangelii kanonicznych postulat stania się jak dziecko. Dla Jezusa jedyna droga do królestwa to właśnie uczynienie siebie podobnym do dziecka. Cytat z apokryfu potwierdza tę intuicję, ale i ją precyzuje, umacniając jedną z możliwych interpretacji. W królestwie mamy być dziećmi, czyli ludźmi żyjącymi tylko dzięki otaczającej nas miłości. To właśnie dzieci pijące mleko (karmione piersią?) najbardziej przypominają uczestników królestwa Bożego. Tacy jesteśmy – niezdolni do utrzymania swojego życia, mogący tylko przyjmować dar Ojca.

3. Rzekł Jezus: „Nie troszczcie się od rana do wieczora i od wieczora do rana, w co się przyodziejecie.”

Te słowa to oczywiście inna wersja passusu z kazania na górze w Ewangelii według Świętego Mateusza. To tam Jezus zabrania swoim uczniom troszczyć się o to, czy mają co jeść i w co się ubrać (Mt 6, 25). Tutaj mamy to samo przesłanie w lapidarnej i ciekawej formule. Niejeden i niejedna z nas odnajdzie się w tych słowach: od rana do wieczora i od wieczora do rana. Często troski doczesne nie tylko przygniatają nas cały dzień, ale także nie pozwalają spać w nocy. Tracimy nerwy i energię na sprawy materialne, czyli między innymi na to, czy będziemy mieli się w co ubrać… Nawet z punktu widzenia tego świata jest to niedorzeczne, bo takie troski zabierają nam czas na cenną pracę. Przypomina się tu Steve Jobs, który miał w szafie tylko jeden rodzaj swetra, by nie tracić rano czasu na zastanawianie się, w co ma się ubrać. Czyżby czytał Ewangelię Tomasza?

4. Rzekł Jezus: „Bądźcie tymi, którzy przechodzą mimo”.

Proste i krótkie, ale naprawdę może dać do myślenia. Często zbieramy pieczołowicie szereg doznań z całego dnia, zaśmiecając swoje serce. Gromadzimy ludzkie pochwały, by je potem z rozkoszą analizować, ale także krytykę ze strony innych ludzi, która nie pozwala nam cieszyć się życiem. A może by tak po prostu robić swoje i nie chłonąć wszystkiego wokół jak gąbka? Może by tak zacząć przechodzić mimo?

5. Rzekł Jezus: „Jeśli dwaj zawrą pokój między sobą w tym samym domu, powiedzą górze: posuń się. I ona się posunie”.

Znamy dobrze z Pisma świętego stwierdzenie Jezusa o górze, którą wiara może przestawić z miejsca na miejsce. Tu mamy ten sam motyw, ale w trochę innym ujęciu. Obie perspektywy nie są sprzeczne, ale pokazują inny aspekt rzeczywistości. Tutaj siłą przesadzającą górę jest pokój. I to nie jakiś międzynarodowy, zawarty na walnym zebraniu przez polityków z górnej półki. Chodzi o pokój w domu rodzinnym. Według apokryficznych słów Jezusa może on zdziałać cuda. Któż z nas nie doświadczył tego, jak wiele może zmienić porozumienie i jedność w rodzinie? Jak potężne mury mogą w jednej chwili pęknąć, gdy pojawi się jedność między rodzicami a dziećmi, mężem i żoną, między przyjaciółmi? Inna sprawa, że odbudowanie pokoju po latach waśni bywa niewyobrażalnie trudne. I od tej strony można spojrzeć na te słowa: jeśli jakichś dwóch skłóconych ludzi w końcu się dogada, to przeniesienie góry z miejsca na miejsce będzie już banalne.

6. Rzekł Jezus: „Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, tego świat nie jest godzien”.

To chyba jedne z najpiękniejszych słów Ewangelii Tomasza. Jezus bezkompromisowo nazywa nasz świat trupem. Tak, ten świat pełen blichtru, wielkich korporacji, kultury i sztuki, rozwijającej się technologii i towarzyskich spotkań – wszystko w czym jesteśmy zanurzeni, co nas zachwyca i pociąga – to dla Jezusa jest trup. Świat jest pozbawiony Bożego życia, bo jest zanurzony w grzechu. I żadne pudrowanie nic tu nie da, mamy do czynienia ze zwłokami. Jesteśmy wezwani, by uwolnić się z tego świata, przekroczyć jego horyzonty. Najpierw jednak trzeba poznać prawdę o tym świecie, czyli znaleźć go jako trupa, zauważyć, że tu nie ma życia. Tylko tak można otworzyć się na prawdziwe życie, to przychodzące z góry, którego ten świat nie jest godzien.

7. Rzekł Jezus: „Błogosławiony człowiek, który cierpiał, taki znalazł życie”.

Te słowa mogą brzmieć nieco kontrowersyjnie, ale na pewno warto je przytoczyć, nawet gdyby miały budzić w nas niezgodę. Formuła nawiązuje niewątpliwie do ośmiu błogosławieństw, jednak treść brzmi w pewnym sensie nieco rygorystyczniej. Ewangelista Mateusz odnotowuje słowa, że błogosławieni są na przykład ci, którzy płaczą, lub cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości. Tu mamy jednak formułę bardziej ogólną – po prostu ten, który cierpi, jest błogosławiony. Na pewno trudno przykładać te słowa literalnie do znanych nam sytuacji życiowych. Nikt nie będzie ich cytował ludziom umierającym w męczarniach, którzy wcale nie odczuwają żadnego związanego ze swoim stanem błogosławieństwa. Ale może te słowa mają w sobie jakąś mądrość, szczególnie wtedy, gdy zaakcentuje się drugi człon zdania. Cierpiący znalazł życie. Czy nie jest tak, że ten, kto wycierpiał swoje, więcej rozumie z życia? Czy ci, którzy wiele przecierpieli, nie są tymi, którzy naprawdę coś przeżyli?

8. „Błogosławieni którzy znoszą głód, aby nasycony został żołądek tego, który tego pragnie”.

Kolejne błogosławieństwo, tym razem zaczynające się słowo w słowo tak, jak znane nam z Ewangelii Łukasza. O ile Mateusz mówi o łaknących sprawiedliwości (stąd niektórzy mówią o spirytualizacji błogosławieństw przez Mateusza), o tyle Łukasz mówi po prostu o fizycznie głodnych: Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni (Łk 6, 21). Jaką wobec tego nową perspektywę wnosi cytat z apokryfu? Precyzuje on, o jaki rodzaj głodu chodzi. Uprzywilejowany w przynoszeniu szczęścia człowiekowi jest taki głód, który wynika z oddania swojego pokarmu drugiemu. Błogosławiony jest ten, kto głoduje dlatego, że oddał swoje jedzenie potrzebującemu. To poruszający obraz, który uzmysławia, że miłosierdzie dla drugiego człowieka daje więcej szczęścia niż nasycenie swoich własnych potrzeb. Wydaje nam się często, że najpierw musimy zaspokoić w pełni swój własny głód, a dopiero potem możemy podzielić się z innymi tym, co nam zbywa. Tu perspektywa jest inna. Najpierw trzeba nakarmić drugiego, nie oglądając się na siebie i swoje potrzeby. Ten cytat mocno koresponduje z pontyfikatem papieża Franciszka, z jego społeczno-charytatywnym uwrażliwieniem. Może kiedyś papież przywoła kiedyś w swoim wystąpieniu czy homilii apokryficzną ewangelię? Nie jest to niemożliwe, tym bardziej, że…

9. Rzekł Jezus: „Kto jest blisko mnie, jest blisko ognia, a kto jest daleko ode mnie, daleko jest od królestwa.”

Te słowa zacytował niegdyś w czasie Wigilii Paschalnej w Rzymie Benedykt XVI. Co prawda nie odniósł się do nich wprost, lecz powołując się na starożytnego teologa Orygenesa, który również w swoich pismach cytował te słowa. Po raz pierwszy pojawiły się one jednak właśnie tutaj, w Ewangelii Tomasza. Przez wielu badaczy zarówno w minionych stuleciach, jak i współcześnie, ten logion jest uważany za autentycznie Jezusowy. Z uwagi na dobre poświadczenie w tradycji i częste cytowanie już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, uważa się, że naprawdę Pan Jezus wypowiedział dokładnie takie słowa. Mamy tu do czynienia z tak zwanym agrafonem, czyli słowami spoza Ewangelii kanonicznych, a jednak uważanymi za wypowiedziane przez Chrystusa i zapamiętane przez Jego uczniów. Jak można rozumieć te słowa? Drugi człon jest dość jasny – Jezus jest królestwem Boga we własnej osobie. Kto się od Niego oddala, oddala się tym samym od Bożego królestwa, które w Jezusie obecne. Natomiast symbol ognia daje szerokie pole do interpretacji, odczuć i rozmyślań. Na pewno ogień, którym płonie Jezus, to ogień Bożej miłości, czyli Duch Święty. Porównując swoją obecność do bliskości ognia Jezus zaznacza, że może rozpalić miłością tych, którzy się do niego zbliżają. Ogień także ogrzewa, przynosi ciepło i ukojenie. Tylko przy Panu można rozgrzać wychłodzone serce. Ale ogień to także zniszczenie. Ogień Chrystusa wypala w nas wszystko to, co staje na przeszkodzie miłości Boga.

10. „Wielu jest wokół studni, a w studni nie ma nikogo”.

Słowa te przypominają znowu kolejny fragment Ewangelii Mateusza: Wielu jest powołanych, ale niewielu wybranych (22, 14) i przywołują pewien bardzo konkretny obraz, dający wiele do myślenia. Widzimy oczyma wyobraźni tłum ludzi zgromadzonych wokół studni i zaglądających do środka. Nikt jednak do niej nie wchodzi, pozostaje ona pusta. Być może wszyscy rozprawiają o tym, jak ważna jest studnia i jak bardzo warto się w niej zanurzyć. Czy nie jest podobnie z naszą wiarą? Wszyscy jesteśmy specjalistami od jej istoty, gromadzimy się tłumnie i deklarujemy ją, krążymy cały czas wokół tematu Pana Boga. Ale nikt się w Niego nie zanurza, nikt nie chce wskoczyć do studni. Łatwiej rozmawiać o Jezusie i Ewangelii, zewnętrznie przyznawać się do wiary niż wyruszyć w drogę za Mistrzem. Może krytyczna lektura myśli zawartych w gnostyckiej Ewangelii Tomasza zachęci nas do tego, by z nową świeżością spojrzeć na ewangeliczne przesłanie i zanurzyć się w jego studni?

mw