Zapraszamy do lektury ostatniej części rozmowy z ks. prof. Krzysztofem Guzowskim. Poruszymy zagadnienie bierzmowania, ale także obecności Ducha Świętego w innych sakramentach. Nie ominiemy palących wątków relacji pomiędzy porządkiem sakramentalnym a doświadczeniem charyzmatycznym. Przyjrzymy się też temu, jak Duch Święty inspiruje modlitwę chrześcijanina. 
Koniec rozmowy nie kończy bynajmniej współpracy Księdza Krzysztofa z naszym Wydawnictwem, o czym z pewnością będziemy jeszcze informować. 
Nie kończy także naszego namysłu nad osobą i działaniem Bożego Ducha. Oby nowy program duszpasterski Kościoła w Polsce prowokował do dyskusji, ale przede wszystkim do wchodzenia w żywą relację z Bogiem – Duchem Świętym.


Powiązał Ksiądz charyzmaty z sakramentami, to bardzo ciekawe zestawienie. Warto uświadomić sobie działanie Ducha właśnie w sakramentach. Szczególnie kojarzymy tę Osobę Boską z bierzmowaniem; także spotkanie, w którym uczestniczył Ksiądz na Jasnej Górze miało za swój temat właśnie bierzmowanie. Jak dzisiaj przygotowywać młodzież do bierzmowania, by ten sakrament naprawdę owocował w życiu ludzi?

Podstawowe zadanie, jakie przed nami stoi, to uświadomić sobie na nowo, czym jest inicjacja chrześcijańska. Otóż inicjacja chrześcijańska to włączanie naszego życia w życie Boże. To jednoczenie historii naszego życia z Bożą mocą, Bożym działaniem. Celem inicjacji jest przebóstwienie nas i naszego życia. Nie możemy rozumieć sakramentów inicjacji jako odseparowanych od siebie, trzeba widzieć chrzest, bierzmowanie i Eucharystię razem. Mamy odrębne książki o każdym z tych sakramentów, przyzwyczailiśmy się je widzieć jako zupełnie rozdzielone. Tymczasem są to elementy jednego procesu inicjacji chrześcijańskiej. Każdy z tych trzech sakramentów jest uobecnieniem wydarzeń zbawczych: chrzest jest odrodzeniem w Chrystusie, bierzmowanie napełnieniem Duchem Świętym, Eucharystia jest uobecnieniem Chrystusa i Jego Paschy. To Jezus jednający nas z Ojcem i składający ofiarę z Siebie jest pierwszą Eucharystią. Właśnie ze względu na sakrament Eucharystii powtarzany wielokrotnie w całym życiu chrześcijanina, teologowie zwykli ograniczać inicjację do trzech wyżej wspomnianych sakramentów. Natomiast inicjacją jest cały proces łaski przemieniający nas w dzieci Boże, ten poprzedzający sakramenty i następujący w ich wyniku. Cała droga wiary chrześcijanina to wtajemniczenie, inicjacja. Jej elementami są: słuchanie Słowa, katechezy, modlitwa, lektura Pisma Świętego, uczestnictwo w liturgii, godne życie, walka z grzechem, wypełnianie przykazania miłości. Wszystko to, co nas zanurza w Boga, napełnia Duchem, upodabnia do Chrystusa jest inicjacją. Na inicjację składa się inicjatywa Boga i nasze współdziałanie.

IV-kongres-nowej-ewangelizacji-bierzmowanie-matura-czy-inicjacja

Warto zastanowić się, czego konkretnie udziela nam Bóg w bierzmowaniu. Wielkim dobrem dla Kościoła katolickiego może się okazać to, że bierzmowanie zostało oddzielone w czasie od chrztu. W sakramencie chrztu zostajemy wyrwani ze świata, w którym panuje grzech i dzięki mocy Ducha Świętego rodzimy się na nowo jako dzieci Boże. Po nowym narodzeniu chrzcielnym, w sakramencie bierzmowania otrzymujemy Ducha Świętego, który jest gwarantem, że będziemy żyć i postępować jak synowie Boga, gdyż nowym człowiekiem jest ten, co postępuje i myśli jak syn Boży. W tym tkwi istota dojrzałości chrześcijańskiej, a nie tylko – jak niektórzy błędnie interpretują – w dojrzałości intelektualnej czy psychicznej. I rzeczywiście, jeśli chrześcijanin ma już pewną dojrzałość wiary i jest świadomy, że Duch Święty, który jest Bogiem wszechmocnym, mieszka w nim, chętnie odda Jemu stery życia. Teraz, jak to się mówi, Duch Święty ma grać pierwsze skrzypce. Bierzmowanie to dar Ducha, ale i świadome przyjęcie Jego prowadzenia. Życie bierzmowanego ma się zamienić w nieustanny consulting, a więc codzienną modlitwę do Ducha Świętego, oddawanie Mu się każdego dnia. Można też powiedzieć, że chrzest daje nowe życie w Chrystusie, a bierzmowanie daje nowe postępowanie w Duchu. Ma się tu dokonać coś analogicznego do tego, co dokonało się we wcieleniu. Wcielenie Słowa Bożego polegało na tym, że życie Boga zjednoczyło się z życiem człowieka. Zniknęła konkurencja, którą wprowadził grzech pierworodny. Jezus pokazał, że nie ma tak naprawdę konfliktu pomiędzy planem Bożym a pragnieniami człowieka, że najlepszą opcją dla człowieka jest po prostu poddać się Panu Bogu. Zniszczony został zatem rozłam pomiędzy wolą człowieka a wolą Boga. Dokonało się to najpełniej w życiu Chrystusa, a teraz wprowadza nas w taki styl życia Duch Święty. Bierzmowanie nie jest więc jakimś dodatkiem do życia, ale ma stać się jego sednem. Nasze życie nabiera sensu i właściwej perspektywy tylko wtedy, gdy jest życiem poddanym Bożemu Duchowi. Inicjacja chrześcijańska to właśnie zanurzenie się w Bogu, w Jego życiu, poddanie się Jego mądrości i woli. To właśnie wyrażają tak często wymieniane siedmiorakie dary Ducha Świętego.

To wszystko piękne słowa, ale rzeczywistość jest inna. Kolejne pokolenia przystępują do bierzmowania, a w ich życiu najczęściej nic się nie zmienia. Tymczasem ludzie, którzy w ramach jakichś rekolekcji czy spotkań charyzmatycznych doświadczyli tak zwanego wylania Ducha czy chrztu w Duchu Świętym, przeżywają coś naprawdę głębokiego i radykalnie zmieniają swoją postawę w życiu codziennym. Duch wieje, kędy chce, i dotyka ludzi tam, gdzie się na Niego szczerze otwierają, po co zatem sztucznie tworzyć drugi sakramentalny porządek, skoro widzimy, że to wszystko pozostaje martwe? Tego rodzaju pytania stawiają nie tylko zielonoświątkowcy, ale także katolicy mający doświadczenie Odnowy charyzmatycznej…

Muszę wrócić do pojęcia inicjacji. Bóg wykopał bardzo konkretne kanały, którymi próbuje się do nas dostać, którymi chce zalać nas wodą – Duchem Świętym. Sakramenty inicjacji to inicjatywa Boga, który po to nas odkupił z grzechu, by nasze życie stopniowo napełnić własnym boskim życiem czyli inaczej – przebóstwić. Natura, pochodzenie i skuteczność sakramentów pochodzą od kochającego nas Boga. Te trzy sakramenty to trzy główne kanały inicjacji, ale są też nadzwyczajne, zależne co do czasu i formy od decyzji Ducha Świętego. Mam tu na myśli dary charyzmatyczne, w obrębie których na czoło wysuwa się wspomniany przez Pana „chrzest w Duchu Świętym”, nazywany też „nowym wylaniem Ducha”. Ojciec Raniero Cantalamessa wyjaśnia różnicę pomiędzy tymi dwoma porządkami działania Parakleta, sakramentalnym i charyzmatycznym: „Sakrament to dar dla wszystkich ze względu na dobro każdego, a charyzmat to dar dla poszczególnych osób ze względu na dobro wszystkich”. Przeciwstawianie darom uświęcającym darów charyzmatycznych, niczemu nie służy, ponadto jest niebiblijne. Zielonoświątkowcy stawiając wyżej działanie charyzmatyczne od uświęcającego, nie idą po linii nauczania św. Pawła, ukazującego te dwa sposoby działania Ducha Świętego jako komplementarne. Tak zwany chrzest w Duchu Świętym (albo wylanie Ducha), czyli doświadczalne spotkanie z Bogiem, realizujące się często wraz z darem języków czy spoczynkiem, to pewna łaska dodatkowa. Doświadczają jej chrześcijanie głównie wówczas, gdy w trakcie kilkudniowych rekolekcji, głoszenia Słowa Bożego i uwielbienia Ducha Świętego, kierują modlitewną prośbę do Chrystusa o nowe wylanie Ducha, nowe namaszczenie… Nikt nie powiedział, że takiej relacji osobistej i modlitewnej z Duchem Świętym nie powinni zawrzeć kandydaci do bierzmowania. Wprost przeciwnie: Kościół udzielając sakramentów domaga się od kandydatów konkretnej wiary w to, co ma się dokonać w sakramencie: świadomego przyjęcia Ducha Świętego wraz z Jego darami i poddania się Jego prowadzeniu!

1200px-Dream_City_Church_worship3

Gdzie więc tkwi problem „martwoty” tego sakramentu – jak Pan to powiedział? Według mnie w tym, że kandydaci do bierzmowania nie są uczeni miłości do Ducha Świętego i żywiołowej relacji z Nim. Ktoś to zobrazował następująco: ci, co wyjaśniają czym jest bierzmowanie bez przekazywania miłości do Ducha Świętego, są podobni do instruktorów nauki pływania, którzy opowiadają o tym, jak wspaniałe mogłoby być pływanie, ale nie wprowadzają uczniów do wody, by im praktycznie pokazać, na czym ono polega. Problem więc nie tkwi w skuteczności czy nieskuteczności łaski Bożej udzielanej w sakramencie bierzmowania, lecz w tym, iż jako katecheci i ewangelizatorzy nie potrafimy przekazać kandydatom do bierzmowania ani wiedzy ani miłości do Ducha Świętego. Moja mama mówiła mi o Duchu Świętym już jako sześciolatkowi i chętnie jej słuchałem. Ona uczyła mnie rozpoznawać przychodzenie Ducha po darze radości. Trzeba tak nauczać, by bierzmowanie kojarzyło się z Duchem Świętym i nowym pięknym życiem w Bogu, a nie z samym obrzędem.

Problemem nie mniej poważnym jest jednak, o czym odważę się też wspomnieć, niewłaściwa kolejność udzielania sakramentów inicjacji w Kościele. Eucharystia powinna być udzielana po bierzmowaniu, a tymczasem pierwsza Komunia Święta udzielana jest wcześniej. Chrzest i bierzmowanie są nazywane „podwójnym sakramentem”, należy więc je odróżniać, ale nie rozdzielać. Na kongresie w Częstochowie mówił o tym zresztą wyraźnie arcybiskup Fisichella, który przewodzi Papieskiej Radzie ds. Nowej Ewangelizacji. Sakrament bierzmowania udziela pełni życia w Duchu, które jest umacniane i odnawiane przez częste jednoczenie się z Panem w Komunii Świętej. Eucharystia aktualizuje niejako chrzest i bierzmowanie. Pięknie tłumaczył te kwestie Augustyn, mówiąc, że tylko Jezus miał Ducha w pełni, a my możemy otrzymywać Go jedynie częściowo. Dlatego mamy wydzielone poszczególne sakramenty. Ale to nie tak, że Duch nie chce nam się udzielić całkowicie – to po prostu my nie jesteśmy w stanie tak Go przyjąć. Widać to po naszym życiu aż za dobrze… Jednego dnia przeżywamy wielką euforię i mówimy, że jesteśmy gotowi jechać na misje do dalekich krajów, może nawet oddać życie za Chrystusa. Następnego – boli nas noga czy cokolwiek i już mamy wszystkiego dosyć, natychmiast rezygnujemy z wczorajszych planów. Dlatego w dynamice udzielania sakramentów widać wielką, pedagogiczną mądrość Kościoła. Zielonoświątkowcy nie potrafią tego zrozumieć, przeciwstawiając skuteczność wylania Ducha (nazywanego „chrztem w Duchu”), pozornej nieskuteczności sakramentów chrztu i bierzmowania. Przecież sakramenty to nie są jakieś „rzeczy” lub obrzędy, to miłość Boga udzielająca się człowiekowi. Sprawdzianem naszego przebóstwienia nie jest charyzmatyczne przebudzenie wiary, lecz miłość. O tym pisał św. Paweł w Hymnie o Miłości aż nadto dobitnie (por. 1 Kor 13).

Ta odpowiedź pokazuje, że warto wszystkie sakramenty, nie tylko bierzmowanie, widzieć jako działanie Ducha Świętego. Bez Bożego Tchnienia Eucharystia to zwykły rytuał, chrzest to oblewanie dziecka wodą, spowiedź to psychoterapia… Duch Święty ożywia jednak nie tylko sakramenty, ale także naszą osobistą modlitwę. Święty Paweł pisał, że to sam Duch się w nas modli. Nie przesadził?

Istotą modlitwy jest nasze zjednoczenie z Bogiem. To zjednoczenie trwa gdy wierzę, gdy kocham oraz gdy pokładam nadzieję w Bogu, który jest tu i teraz obecny, we mnie i w innych. Widzimy zatem, że modlitwa opiera się na Duchu Świętym i na Jego obecności w nas. Alfred Läpple w jednej ze swoich książek zwrócił uwagę, że w najstarszych tekstach Starego Testamentu nie było jeszcze terminu „modlitwa”. Jak zatem nazywano rzeczywistość modlitwy? Zdaniem tego teologa pojęciem wyrażającym spotkanie z Bogiem była po prostu wszechobecność. Tak nazywano rzeczywistość, którą później dopiero określono mianem modlitwy. Izraelita miał po prostu świadomość, że Bóg Jahwe jest wszechobecny, przenika i zna wszystko, i że można spotkać Go wszędzie. Obraz tej wiary widzimy w Psalmie 139: „Przenikasz i znasz mnie Panie, Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję”. Taka jest geneza modlitwy, to po prostu stawanie w Bożej obecności, uświadamianie sobie, że Bóg jest tu i teraz. On do mnie mówi, ja Go słucham; ja mogę mówić do Niego, ponieważ On mnie słucha. Bez napełnienia Duchem Bożym nasza modlitwa byłaby mówieniem do siebie lub chóralną recytacją poezji biblijnej. Modlitwa jest darem, opiera się na Bożej obecności, na zjednoczeniu duszy z Duchem.

hands-2168901_960_720

Niestety jako ludzie jesteśmy w naszym myśleniu bardzo pragmatyczni. Ponieważ modlitwa od najdawniejszych czasów kojarzyła się ludziom z czymś obowiązkowym, z rodzajem daniny na rzecz potężnego Boga lub ze sposobem uzyskiwania dla siebie Bożej przychylności i pomocy, szybko relację miłości zastąpiła relacja powinności. Ponadto ogrom potrzeb i niedostatków, których każdy człowiek doświadcza, doprowadził do utożsamienia istoty modlitwy z prośbą, kierowaną do Boga, który jest w stanie wszystkiemu zaradzić. W niektórych językach europejskich termin „modlitwa” jest tożsamy z prośbą. Ograniczono rolę i istotę modlitwy jedynie do wymiaru kultycznego – kto się modli, oddaje cześć Bogu; kto tego nie robi, ten grzeszy. Jakże to płytkie i ograniczone, przecież od momentu chrztu nasza modlitwa to kult w Duchu, zanurzanie się w samym Bogu! Modlitwa to jakby otwieranie okien Bogu, by dotarło do nas Jego światło. Każda modlitwa to zaproszenie Ducha Świętego, by w nas działał i potęgował w nas życie nadprzyrodzone. Tak więc modlitwa bazuje na zamieszkiwaniu Ducha Bożego w nas, na naszym zjednoczeniu z Nim. Nie nawiązujemy przez modlitwę łączności z Bogiem skądinąd dalekim. Nasz kult nie odbywa się na takiej zasadzie, jak rozumieli to poganie czy nawet Żydzi. Kult odbywa się po prostu w nas, bo to w nas samych mieszka Bóg. Nasze ciało jest pierwszą świątynią Bożej obecności, mieszkaniem Ducha Świętego. Wszyscy katolicy powinni być uczeni tej podstawowej prawdy, że tam, gdzie jest modlitwa, tam jest zjednoczenie w Duchu. My nie wołamy do Boga, który jest gdzieś w chmurach… To jest najradośniejsze przesłanie wiary chrześcijańskiej – Bóg, którego pragniemy, zstąpił do nas i jest w nas. Nie mieszka tylko w tabernakulum kilka kilometrów od nas, nie, On mieszka także w nas samych oraz tworzy relacje między nami i Chrystusem. To Duch Chrystusa przekształca zbiorowisko ludzi w Kościół. Obecność Ducha w nas jest realną obecnością Boga!

chalice-1591668_1280

Ciekawe, że o realnej obecności Boga mówi się najczęściej w odniesieniu do postaci eucharystycznych…

Faktycznie, warto podkreślić, że sformułowanie „realna obecność” odnosi się głównie do Eucharystii, w której rzeczywiście przyjmujemy Chrystusa, a nie tylko symbole Jego Ciała i Krwi. Obecność Eucharystyczna Chrystusa rzuca nas na kolana, gdyż Duch Święty uobecnia ofiarę Baranka Bożego, który pozwolił się zmiażdżyć fizycznie cierpieniem, ale nie przestał kochać Boga ani grzeszników. Dlatego nie sposób nie dostrzegać różnicy pomiędzy obecnością Eucharystyczną, a obecnością Ducha Świętego, tą powszechną. Obecność Eucharystyczna zawsze nas odnosi do męki odkupieńczej Chrystusa na krzyżu, a obecność Ducha do Pięćdziesiątnicy. Ważne jest, by to rozumieć, że każda obecność Boga, Ducha Świętego, jest prawdziwa, dlatego możemy nawiązywać z Trójcą Świętą rzeczywistą relację modlitewną. Modlitwa polega najpierw na akcie wiary w Bożą obecność – dziękuję Ci, Boże, że we mnie jesteś. Poprzez modlitwę nie ściągam Boga z jakiegoś odległego nieba, On jest we mnie już zanim zacznę się modlić. Dlatego lekceważenie prawdy o Duchu Świętym, to pomijanie faktu nieskończonej bliskości Boga. Jakże wspaniale wyraził to Święty Augustyn, mówiąc, że Bóg jest bliższy nam niż my sami sobie. Na tym polega cud zamieszkiwania Ducha. Nasz rozum, oczywiście, się tym gorszy i wymawia tym, że nie widzimy tej Duchowej obecności. Ale przecież nie chodzi o coś widzialnego, zmysłowego. Trzeba po prostu uznać i uwierzyć w życie Ducha w nas, całkiem nowe, a znakami Jego obecności jest przemienione nasze życie, o czym pisał św. Paweł ukazując różnicę pomiędzy życiem wiedzionym według instynktów ciała i według Ducha Świętego (Ga 5, 16-23) . W przeciwnym razie życie chrześcijanina będzie przypominało znane z życia małżeńskiego ciche dni. Oto mąż i żona są realnie blisko siebie, żyją razem, ale w ogóle nie pielęgnują więzi, nie rozmawiają ze sobą, traktują się jak powietrze. W naszym życiu te dni, gdy nie zwracamy się do Trójcy Świętej, to są nasze ciche dni z Bogiem. I to jest właśnie grzech w najbardziej ścisłym sensie, to jest źródło separacji od Boga, którą Biblia nazywa grzechem. Choć trzeba powiedzieć, że często usprawiedliwia nas po prostu nieświadomość. Bardzo mało uczy się ludzi modlitwy, mało wtajemnicza się katolików w modlitwę. Katecheci i księża powinni tego uczyć, pokazywać, że w modlitwie obecny jest sam Duch Święty, że to On w nas mieszka i się modli.

To chyba dobra puenta dla naszej rozmowy. Orędzie Kościoła o Duchu Świętym to po prostu przesłanie o radykalnej bliskości Boga, o tym, że sam Bóg w nas mieszka i mamy udział w Jego życiu. Gdy potraktować to poważnie, jest to przesłanie rewolucyjne, które wciąż ma moc przemieniać ludzkie życie i przyszłość naszego świata. Jednak co zrobić, żeby to orędzie naprawdę było głoszone, a motto nowego programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce nie pozostało tylko martwym hasłem?

W zaczynającym się roku Ducha Świętego musimy przede wszystkim łączyć głoszenie słowa z modlitwą. Spotkania modlitewne, na których uwielbiamy Boga, muszą być połączone z nauczaniem, czyli po prostu z nazywaniem i tłumaczeniem tego, co się tutaj dzieje. Ostatecznym celem jest ogłoszenie ludziom, jak bardzo są obdarowani. Jesteśmy dziećmi Boga, otrzymaliśmy Jego łaskę, którą jest Duch Święty… Jesteśmy po prostu w czepku urodzeni! Po to Chrystus przyszedł na ziemię, aby nas obdarzyć swoim Duchem i połączyć ziemię z niebem. Warto się tym po prostu uradować. Czas zwalczać postawę znudzenia, ale także postawę roszczeniową. Dosyć tego smęcenia: „Panie Boże, nic dla mnie nie robisz”. Jak to nie robi? Daje siebie samego! Czas uznać wreszcie cud Pięćdziesiątnicy. Bóg zamieszkał w nas, byśmy my mogli zamieszkać w Nim. Poddać Bogu nasze plany, wszystkie dziedziny naszego życia – to po prostu dla nas największe dobro. Do tego jednak trzeba otworzyć się na żywą modlitwę do Ducha Świętego. Bez niej wszystkie kongresy, sympozja i konferencje mijają się z celem. Jako teolog akademicki wiem dobrze, że tego typu spotkania i dyskusje często nic nie wnoszą, gdyż nie mają w sobie mocy Ducha. Dlatego najpierw modlitwa, a potem głoszenie. Oby do wszystkich dotarła prawda o Duchu Świętym – Bogu, który zamieszkał w człowieku i który nas łączy w jedno Ciało.

Amen! Dziękuję za rozmowę.

rozmawiał mw

Poprzednie części:
http://wydawnictwojut.pl/rozmowa-jut-adwent-z-duchem-cz-1/
http://wydawnictwojut.pl/rozmowa-jut-adwent-duchem-cz-2/