Małymi krokami zbliżają się wybory samorządowe, a im bliżej do nich, tym więcej emocji, medialnych pojedynków, mniej lub bardziej merytorycznych potyczek, dyskusji i zabiegów PR’owych. Ludzie wierzący będą z pewnością głosować na przedstawicieli różnych partii i nie ma w tym nic dziwnego ani złego. Katolicyzm nie obliguje do utożsamiania się z konkretną opcją polityczną, choć oczywiście determinuje ludzkie spojrzenie na społeczną rzeczywistość i prowadzi do kształtowania się poglądów także na tę sferę życia. Zamiast wchodzić jednak na grząski grunt polityki partyjnej, wykorzystajmy okres kampanii wyborczej do tego, aby przypomnieć o nauczaniu Kościoła dotyczącym spraw społecznych. Jak wiadomo, choć sama Ewangelia w pierwszej kolejności dotyczy przemiany życia konkretnych jednostek, chrześcijaństwo nie odcina się od życia społecznego, lecz stara się je uporządkować w świetle Bożego objawienia. Kościół katolicki zawsze wyrażał jasno swoje zdanie na temat tego, jak powinno funkcjonować społeczeństwo, by być prawdziwie ludzkim i umożliwiającym człowiekowi autentyczny rozwój. Wypowiedzi nauczania kościelnego w tym temacie były jednak raczej doraźne i drugoplanowe.

Dopiero w XIX wieku, gdy świat ogarnęła fala ruchu robotniczego niebezpiecznie zlewającego się z marksizmem, papieże zaczęli publikować dokumenty wprost poruszające problemy społeczne. Co za tym idzie, Kościół zaczął wyraźnie określać swoją wizję także życia politycznego, choć oczywiście nie w znaczeniu utożsamiania się z jakimś konkretnym ruchem czy partią. Chodzi po prostu o odpowiedź na pytanie, jak ma być kształtowane życie społeczeństwa i państwa, jeśli chcemy inspirować się słowem Bożym i szukać prawdziwego dobra. Począwszy od Leona XIII i jego encykliki Rerum novarum z 1891 roku, kolejni papieże systematycznie poruszali w swoich dokumentach i wystąpieniach zagadnienia społeczne. Dotyczy to również Franciszka, którego encyklika Laudato si’ jest uznawana właśnie za społeczną. Owo kościelne nauczanie oraz rozwijająca je refleksja uczonych katolickich nosi nazwę katolickiej nauki społecznej. Zadaniem KNS jest przedstawienie zasad, na których powinno opierać się życie wspólnoty ludzkiej. Warto przypomnieć sobie lub poznać kilka takich fundamentalnych zasad, niekoniecznie po to, by egzaminować z nich polityków, ale po prostu po to, by głębiej i pobożniej spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. A może i po to, żeby samemu tę rzeczywistość kształtować w zgodzie z tym, czego naprawdę naucza Bóg w swoim słowie i co głosi Kościół.

1. Zasada dobra wspólnego. Dobro wspólne jest tym, co należy do wszystkich i do każdego, nie stanowiąc własnego partykularnego dobra danej osoby. Takim dobrem wspólnym jest choćby po prostu Polska, która nie jest własnością nikogo z nas, a jednak wszyscy o nią się troszczymy i czujemy się za nią odpowiedzialni. Zasada dobra wspólnego poucza, że to właśnie takie dobro, a nie własne, należy mieć w pierwszej kolejności na uwadze. Jesteśmy odpowiedzialni za dobro wspólne i powinniśmy stawiać je wyżej niż dobro partykularne. Mówiąc wprost – najpierw trzeba zatroszczyć się o to, żeby wszystkim było dobrze, a nie o luksusy dla siebie samego. Dlatego zasada dobra wspólnego jest przeciwieństwem tego, co nazywamy prywatą. O tym wszystkim warto pamiętać nie tylko przy wyborach, ale także przy własnej działalności. Czy działamy w tym celu, żeby zatroszczyć się o wspólnotę, czy mamy na uwadze tylko własny zysk? Nie są to tylko górnolotne frazesy, ale codzienna praktyka życia. Negowaniem zasady dobra wspólnego jest choćby miganie się od płacenia podatków…

2. Zasada powszechnego przeznaczenia dóbr. Wynika z poprzedniej zasady, wskazując na jej praktyczne zastosowanie. Wszystkie dobra tego świata są człowiekowi darowane przez Boga i mają służyć godnemu życiu i rozwojowi każdego z nas. Dlatego mówimy, że przeznaczeniem dóbr jest zaspokojenie podstawowych ludzkich potrzeb. Nie powinny one służyć bogaceniu się bez oglądania się na innych ludzi. Chrześcijaństwo nie uznaje „świętej” własności prywatnej, która może być zdobywana z pogwałceniem zasad moralnych. Wyzysk lub po prostu lekceważenie ubogich są niezgodne z nauczaniem Kościoła i z odpowiedzialności za takie czyny nie zwalnia człowieka rzekome prawo do bogacenia się bez ograniczeń. Ojcowie Kościoła mówili bez wahania, że kto nie dał ubogiemu posiłku, ten go zabił. Dobra materialne, które stanowią naszą własność, są tak naprawdę tylko pod naszym zarządem. Mamy udzielać ich tym, którzy tego potrzebują. Zasada powszechnego przeznaczenia dóbr ma prymat nad prawem własności. Tak, każdy ma prawo do zachowania dobrobytu, który wypracował, ale istotniejsze jest to, żeby wszyscy ludzie mieli dostęp przynajmniej do podstawowych dóbr. Jeśli obok ktoś głoduje, to ma prawo do wypracowanych przez ciebie pieniędzy. Czy się to komuś podoba czy nie, tak właśnie naucza Kościół. Czy jednak oznacza to, że ktoś, kto po prostu nie chce pracować, powinien żyć z twojej pracy?

3. Zasada pomocniczości. Chroni ona między innymi przed nadużywaniem zasady powszechnego przeznaczenia dóbr. Zasada ta reguluje stosunki pomocy między ludźmi, wspólnotami i instytucjami. W pierwszej kolejności mówi jasno: ten, kto może pomóc komuś potrzebującemu, powinien to zrobić. Dotyczy to zarówno jednostek, jak i na przykład państw wobec siebie czy też danego państwa wobec obywateli. Ale uwaga: zasada pomocniczości podkreśla także, że pomoc musi sięgać tylko tam, gdzie ktoś nie jest w stanie sam sobie poradzić. Inna pomoc jest po prostu wyręczaniem i w dalszej mierze demoralizowaniem. A zatem jeśli ktoś nie jest w stanie pracować, bo jest osobą ciężko chorą, należy mu się nasza pomoc finansowa. Jeśli natomiast ktoś nie chce pracować, bo woli oglądać telewizję, a potem przychodzi po naszą pomoc, należy mu się pomoc innego rodzaju – odłączenie telewizora od prądu i skierowanie do urzędu pracy. Zasada pomocniczości świetnie sprawdza się także w wychowaniu dzieci. Tam, gdzie rodzic musi pomóc, pomaga. Ale tam, gdzie dziecko może sobie poradzić, lepiej pozwolić mu działać samemu. Wyręczanie nie jest pomocą, lecz czynieniem krzywdy i powstrzymywaniem rozwoju drugiej osoby. Przenieśmy to teraz na poziom polityczny – państwo musi pomagać obywatelom, ale nie może ich wyręczać. Wsparcie finansowe należy się tym, którzy nie są w stanie w żaden sposób się utrzymać. Natomiast tym, którzy mają sprawne ręce do pracy, nie wolno na dłuższą metę dawać pieniędzy, bo to po prostu niszczy tych ludzi. Dlatego niektóre formy tak zwanej polityki socjalnej są bez wątpienia patologiczne z punktu widzenia katolickiej nauki społecznej.

4. Zasada uczestnictwa. Nie ma nic prostszego – człowiek ma czynnie uczestniczyć w budowaniu życia społecznego. Każdy powinien mieć możliwość współtworzenia kultury, ekonomii, działania w rozmaitych wspólnotach, organizacjach. Każdy ma także obowiązek czynnego udziału w życiu społecznym. Nie wolno pozostawać biernym, nie wolno także budować wspólnoty tak, by inni pozostawali bierni. Życie społeczne nie może być tworem garstki osób, powstającym na oczach tysięcy widzów. Wszyscy mamy je budować, wnosić swój wkład, zabierać głos. Dojrzałe społeczeństwo to takie, w którym naprawdę każdy ma coś do powiedzenia i do zrobienia. Zasada uczestnictwa nie oznacza jednak bynajmniej jednomyślności czy konieczności współdziałania z innymi nawet wbrew własnym przekonaniom. Niejednokrotnie, jak pisał Karol Wojtyła, uczestnictwo realizuje się paradoksalnie poprzez sprzeciw. Głośno mówiąc, co nam się nie podoba, manifestując swoją niezgodę na dziejące się zło, także dajemy wyraz swojemu zaangażowaniu i trosce o wspólnotę.

5. Zasada solidarności. Jest ona niejako podsumowaniem i kwintesencją całej katolickiej nauki społecznej. Zbiera w sobie wszystkie inne zasady i nadaje im ostateczny sens. Solidarność oznacza bycie jednych z drugimi i bycie jednych dla drugich. Solidarni jesteśmy wtedy, kiedy jesteśmy świadomi swojego powiązania z innymi ludźmi, ze wspólnotami, z państwem. Zasada solidarności każe nam pamiętać o tym, jak wiele innym zawdzięczamy i jak ważny jest w naszym życiu jego wymiar społeczny. Nie zaprzecza ona niepowtarzalności i integralności każdej osoby ludzkiej, ale przypomina, że nie do pomyślenia jest człowiek w pojedynkę. Nie ma rozwoju człowieczeństwa bez społeczeństwa, dlatego potrzebna jest solidarność jako przeciwieństwo wszelkiego egoizmu i alienacji. Kierując się zasadą solidarności, przestajemy dbać o siebie, a zaczynamy dbać o innych. Życie społeczne staje się wzajemną służbą, a nie walką wszystkich przeciw wszystkim.

Czy te zasady mogą naprawdę ucieleśniać się w naszym polskim społeczeństwie? To od nas zależy, czy będziemy się nimi kierować. Nie ma tu innej drogi niż oddolna. Ważne są nasze wybory i decyzje rządzących, ale najważniejsza jest praca u podstaw w budowaniu lepszego społeczeństwa. Takiego, w którym nie będziemy pytać o swój zysk, ale o dobro naszych braci. I zamiast budować swój dobrobyt kosztem niedoli innych, będziemy dbali o to, żeby wszyscy jak najmocniej się rozwijali i godnie żyli. Nie ma innej drogi, jeśli nasze chrześcijaństwo nie ma pozostawać tylko w sferze prywatnej duchowości.

mw