Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będziecie jako święto dla uczczenia Pana.
Po wszystkie pokolenia – na zawsze w tym dniu świętować będziecie.

Wj 12, 14

Syn Boży powstał z martwych – to pewne, ponieważ niemożliwe.
Tertulian

 

Mniej więcej trzy i pół tysiąca lat temu miało miejsce najważniejsze wydarzenie w historii starożytnego Izraela. Chodzi oczywiście o wyjście ludu wybranego z Egiptu i przejście przez Morze Czerwone, a więc o historię, która stała się absolutnym fundamentem izraelskiej tożsamości. Bycie Żydem oznaczało i oznacza do dzisiaj utożsamianie się z tą właśnie opowieścią. Oto nasi przodkowie – opowiadają rokrocznie pobożni Żydzi – zostali wyzwoleni przez Pana z niewoli egipskiej, a następnie wprowadzeni do Ziemi Obiecanej. To właśnie dlatego jesteśmy tym, kim dzisiaj jesteśmy. Stało się to, co niemożliwe: Tłum najemnych imigrantów-robotników żyjących w nędzy uciekł przed potężnym faraonem i jego zaciężnym wojskiem. Następnie przed Izraelitami rozstąpiło się morze, tak że mogli przejść przez nie suchą stopą. Gdy to uczynili, morskie wody zatopiły ścigających ich żołnierzy egipskich. To właśnie na pamiątkę tych wydarzeń aż po dziś dzień Żydzi obchodzą największe ze swoich świąt, a więc Pesach, którego nazwa oznacza przejście. Chodzi najpierw o przejście Boga przez Egipt, gdzie pomścił On swój uciemiężony lud, a następnie o przejście Izraela przez Morze Czerwone. Ostatecznie idzie po prostu o to, że stała się rzecz niemożliwa. Bóg dokonał w czasie Paschy tego, co nie tylko wydawało się, ale po prostu było niemożliwym. Historycy i bibliści dyskutują dziś, na ile można mówić o historycznej podstawie paschalnej opowieści. Niektórzy są skłonni przypisywać wartość historyczną wydarzeniom opisanym w Księdze Wyjścia, inni zaś całkowicie im takiej wartości odmawiają, do tego dochodzą także rozmaite stanowiska pośrednie… Nie ma to jednak aż tak wielkiego znaczenia. Liczy się doświadczenie wiary Izraela, która oparła się od początku na tym, co niemożliwe. Bóg Exodusu jest Bogiem niemożliwego. O tym właśnie miała i ma przypominać coroczna celebracja Paschy, której najważniejszym elementem od samego początku była uroczysta wieczerza w gronie najbliższych – seder paschalny.

Ponad tysiąc lat później Żydzi znów znaleźli się w sytuacji niewoli i uciemiężenia, mimo że mieszkali już na własnej ziemi. Tym razem rolę Egiptu odgrywało Imperium Romanum, a nowym faraonem stał się rzymski cesarz. Tym gorliwiej celebrowano święto Paschy, dające żywą nadzieję na to, że ponownie dokona się cud niemożliwego. Może znów Bóg ujmie się za swoimi wybranymi i pokona ich wrogów? W tym właśnie czasie, pełnym społecznych napięć i pulsujących nadziei, jeden z żydowskich nauczycieli sprawował w Jeruzalem seder paschalny. Nie przeżywał go w gronie rodzinnym, ale wśród swoich najbliższych uczniów, których uważał za swych braci. W trakcie posiłku, gdy rytuał przewidywał spożywanie niekwaszonego chleba, oznaczającego egipskie uciemiężenie, ale i nadchodzące przejście ku Ziemi Obiecanej, rabbi zrobił coś zaskakującego. Wziął do ręki paschalny chleb zwany macą i łamiąc go, jak nakazywał zwyczaj, powiedział przedziwne słowa: „To jest moje ciało”. Następnie biorąc kielich z winem, które oznaczało obfitość nadchodzącego wyzwolenia, określił je swoją krwią, która ma być przelana. Te słowa mogły wydawać się szaleństwem, bo brzmiały, jakby ten człowiek chciał przejść przez własną śmierć tak, jak przodkowie przeszli przez Morze Czerwone. Nazajutrz rzeczywiście Nauczyciel został zamordowany w majestacie rzymskiej władzy i przy wsparciu żydowskich autorytetów religijnych. Jego ciało zostało rozpięte na krzyżu jak łamany chleb, a krew przelana jak obficie płynące wino paschalne.

Po kilku dniach uczniowie upokorzonego i zmaltretowanego rabina stwierdzili, że stało się coś zupełnie niemożliwego – On żyje, powstał z martwych. W spotkaniu ze Zmartwychwstałym zrozumieli, że dokonała się nowa Pascha, której ta dawna była zapowiedzią. Ciało Jezusa stało się prawdziwym chlebem paschalnym, przeszło ze śmierci do życia. Rozstąpienie się wód morza to nic w porównaniu z opuszczeniem krainy zmarłych i przejściem do życia w Bogu. Co więcej w Passze Jezusa ma udział nie tylko On sam, ale także każdy, kto za Nim pójdzie. Oczekiwanie politycznego wyzwolenia z rąk rzymskiego okupanta ustąpiło oczekiwaniu wskrzeszenia z martwych i życia razem z Chrystusem w chwale Boga Ojca. Tak oto chrześcijanie od początku stali się ludźmi niemożliwego, przekonanymi, że dla Boga wszystko jest możliwe.

O tym, jak dobrze chrześcijanie pierwszych wieków czuli się w horyzoncie niemożliwego, świadczą bezpardonowe słowa Tertuliana, jednego z wielkich teologów starożytności. Dla niego zmartwychwstanie Chrystusa jest pewne właśnie dlatego, a nie mimo to, że jest niemożliwe. Czynienie niemożliwego możliwym jest niejako znakiem rozpoznawczym Boga, w którego wierzą chrześcijanie. Czy po dwóch tysiącach lat od dokonania się nowej Paschy wciąż się w tym odnajdujemy? Oby tegoroczne obchody świąt paschalnych, obchody Wielkiej Nocy Niemożliwego, rozbudziły w nas na nowo być może utraconą nadzieję. Relacje i więzi, które wydają się zaprzepaszczone, mogą zostać odbudowane. Nałogi i słabości, które dźwigamy od lat, mogą w jednej chwili odejść. W sytuacjach bez wyjścia możemy znaleźć zaskakujące wyjście. Wszystko co niemożliwe, jest możliwe, skoro Jezus zmartwychwstał. Pamiętajmy przy tym, że dzieło zbawienia dokonało się w przedziwny sposób zamierzony przez Boga, a więc w Krzyżu i zmartwychwstaniu Jezusa. Nie nastąpiło natomiast tak, jak oczekiwali tego Izraelici, a nawet sami Apostołowie, a więc przez militarne czy polityczne zwycięstwo nad Rzymianami. To Bóg jest Panem niemożliwego i tylko On decyduje, jak dokona się nasz ratunek w sytuacjach po ludzku beznadziejnych. Niemożliwe jest dla człowieka z definicji nieprzewidziane. Obyśmy byli otwarci na niemożliwe, które przewidział dla nas Bóg.

Pozostaje więc złożyć wielkanocne życzenia wszystkim Przyjaciołom Wydawnictwa JUT. Mogą one brzmieć tylko tak: Wszystkiego niemożliwego! Wesołego Alleluja! Prawdziwie zmartwychwstał – to pewne, bo niemożliwe.

mw