Data 2 lutego w pobożności ludowej kojarzona jest z Matką Bożą Gromniczną. Wiele osób wiąże ten dzień z zapalaniem specjalnej świecy zwanej gromnicą, jednak ten skądinąd piękny zwyczaj nie jest sednem obchodzonego święta. Istotą jest ofiarowanie Pańskie, a więc to sam Jezus stoi w centrum wspominanych dzisiaj wydarzeń. Maryja jest tutaj obecna jako pewne tło, na którym rozgrywa się ważne wydarzenie zbawcze. Drugi lutego to nie tyle dzień maryjny, co czas świętowania wielkiego wydarzenia – ofiarowania Jezusa w świątyni. Co takiego wielkiego jest w tym pozornie tylko rytualnym akcie? Pierworodne dziecko należało poświęcić Bogu, tak więc czynią to także – jako pobożni Izraelici – Maryja z Józefem. Wszystko dzieje się zgodnie z Prawem Mojżeszowym, ptaki składane są w ofierze, a dziecko zostaje przedstawione Bogu. Zapewne setki rodziców dokonywało tego rytuału wcześniej i wielu też spełniało go później, po rodzicach Jezusa. Jednak tutaj dzieje się coś niezwykłego – prawo przestaje być tylko prawem, nie jest już zapowiedzią, a staje się rzeczywistością. Rytuał nie jest już martwy – on staje się faktem, i to faktem przeszywającym ludzkie serce jak miecz. Kto zobaczy to wydarzenie, może już umrzeć, bo ujrzał zbawienie.

Dla Maryi religijne akty nie są pustymi gestami, Ona przeżywa wiarę Izraela jako prawdę swojego życia. Dlatego ofiarowanie Jezusa w świątyni jest dla niej naprawdę oddaniem Dziecka Bogu, powierzeniem Go całkowicie we władanie Ojca. Od początku przyjęła to Dziecko jako dar Boży, co Łukasz barwnie opisuje wcześniej w historii o zwiastowaniu. Teraz Maryja potwierdza ten dar, oddając go Dawcy. To naprawdę całkowite oddanie. Jedyne Dziecko, owoc życia Maryi, zostaje bezwarunkowo oddany Ojcu. Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest wyjątkowe także dlatego, że uobecnia i zapowiada ofiarowanie, którego dokona za jakieś trzydzieści lat sam Jezus w swojej męce i śmierci, gdy powierzy się w ręce Ojca, mając swoje ręce bezsilne, przybite do drzewa. Wcześniej powie, że Jego życie jest chlebem, który może być łamany i rozdawany. Może dlatego mógł się tak ofiarować, że od początku był ofiarowany. Maryja oddaje dziś Bogu swój największy skarb, bo wie, że ten skarb jest ofiarowaniem się Boga dla wszystkich ludzi. „To Twój Syn, oddaje Go Tobie” – zdaje się mówić Matka. Co w tym dziwnego, że oddaje Bogu to, co od Niego wcześniej otrzymała? A jednak to wcale nie jest takie oczywiste. Cóż mamy, czego byśmy nie otrzymali? A jednak nie jest łatwo to wszystko oddać, nie jest wcale takie banalne, by przestać kurczowo trzymać się tego, co nasze.

Ofiarowując Jezusa Bogu Ojcu w świątyni, Maryja oddaje to, co dla niej najcenniejsze. Nauka płynąca z dzisiejszego święta nie jest więc wcale łatwa ani przyjemna. To, co jest najcenniejsze w moim życiu, to właśnie mam oddać Bogu. Otrzymałem to od Niego, a teraz mam Mu to oddać. Wyrzec się swojej władzy nad tym, co dla mnie najważniejsze, najcenniejsze. Ofiarować coś Bogu to jednocześnie uwolnić się od tego, co ofiarowane. Może trzeba uwolnić się od jakiejś bliskiej osoby, nawet najbliższej. Może wyzwolić się od swojego posiadania, pieniędzy, talentów, planów, marzeń, kariery. Ofiarować Bogu swoje zdolności, swoją przyszłość. To powinno być proste, przecież to wszystko dary od Niego. A jednak jakoś nie jest proste, jakoś trudno wyrzec się swojego panowania nad tym, co mamy.

Gdy jednak nastąpi w życiu człowieka ofiarowanie, gdy odda on bezwarunkowo wszystko, co ma, Panu Bogu, wtedy uzyska prawdziwą wolność. Jest to wolność Maryi, która bez wahania oddaje Jezusa, gdy tylko upłynęły dni jej oczyszczenia. To wolność ofiarowania swojego życia, której nauczał Jezus i którą urzeczywistnił na Krzyżu. Ta wolność nie sprawia, że życie staje się łatwiejsze – bynajmniej, wciąż czekają trudności i przeciwności związane z traceniem tego, co nasze. Dopiero teraz miecz przenika duszę (Łk 2, 35), nawet bardziej niż dotychczas. Ale w całym bólu i trudzie nie opuszcza człowieka wolność, która wie, że oddała wszystko w dobre ręce. Gdziekolwiek wydarza się ta wolność, dokonuje się zbawienie. Kto zobaczył taką wolność – wolność oddania wszystkiego w ręce Ojca – zobaczył już wszystko. Może już umrzeć, bo jest wolny od lęku. Jest gotowy odejść, bo śmierć ma już za sobą. Nie boi się żadnej straty i razem z Symeonem może powiedzieć: Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju, […] bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie (Łk 2, 29-30).

mw