Jednym z nielicznych świętych, których obowiązkowo należy wspominać w liturgii w okresie Adwentu, jest Jan od Krzyża, jeden z największych mistrzów chrześcijańskiej duchowości. Wiemy, że był on żyjącym w XVI wieku wielkim reformatorem zakonu karmelitańskiego oraz autorem licznych pism z zakresu życia duchowego. Mistyczną drogę wiary przedstawiał zarówno w obszernych rozprawach, jak i w utworach poetyckich. Pisma Doktora Kościoła zawierają całe wielkie bogactwo duchowości i są swoistą kopalnią chrześcijańskiej mądrości. Nie sposób przywołać w krótkim tekście nawet najważniejszych wątków jego myśli, ale warto pochylić się nad jednym istotnym motywem. Jest to kwestia szczególnie warta wyeksponowania w czasie Adwentu, czyli oczekiwania na przyjście Pana. Zacytujemy passus z Drogi na górę Karmel autorstwa patrona dnia 14 grudnia. Mądrość Kościoła właśnie ten fragment zamieszcza w Liturgii Godzin w niedalekim odstępie czasowym od wspomnienia Świętego Jana od Krzyża.

Główną przyczynę, dla której za dawnego Przymierza tak prorokom, jak i kapłanom dozwalano zapytywać Boga i żądać objawień i znaków, stanowiło to, że wiara się jeszcze dobrze nie ugruntowała. Nie było też Ewangelii, dlatego ludzie musieli zapytywać Boga, a On im odpowiadał, czy to przez słowa, widzenia, objawienia, czy też przez obrazy, podobieństwa i inne rodzaje znaków. […]
Dzisiaj, w obecnym okresie łaski, kiedy wiara jest już utwierdzona w Jezusie Chrystusie i ogłoszone jest prawo Ewangelii, nie ma potrzeby pytać Boga dawnym sposobem, ani też by przemawiał jeszcze i odpowiadał jak wówczas. Dał On bowiem swego Syna, który jest jedynym Jego Słowem – bo nie posiada innego – i przez to jedno Słowo powiedział nam wszystko naraz. I nie ma już nic więcej do powiedzenia. Jeśli więc dzisiaj ktoś chciałby jeszcze pytać Boga albo pragnąć od Niego jakichś widzeń czy objawień, nie tylko postępowałby nieroztropnie, lecz również obrażałby Boga, nie mając oczu utkwionych w Chrystusa całkowicie, bez pragnienia jakichś innych nowości.
Mógłby wtedy Bóg powiedzieć: „To jest Syn mój umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Wszystko już powiedziałem przez Słowo moje: Na Niego więc zwróć oczy, gdyż w Nim złożyłem wszystkie słowa i objawienia. Odnajdziesz w Nim o wiele więcej niż to, czego pragniesz i o co prosisz.

Ten dłuższy fragment nie stracił przez pół tysiąclecia nic na swojej aktualności. Co więcej, w epoce pogoni za cudownymi zjawiskami i kolejnymi prywatnymi objawieniami wydaje się on jeszcze bardziej trafiony niż kiedykolwiek dotychczas. Dystans Świętego Jana wobec poszukiwania wizji, proroczych i ekstatycznych doznań, w których wierzący chcą uzyskać od Boga odpowiedzi na nurtujące ich pytania, jest niezaprzeczalny. Pamiętajmy jednak, że dla wielkiego mistyka ów dystans nie ma nic wspólnego z przesadną racjonalizacją, która programowo wykluczałaby jakiekolwiek nadzwyczajne doświadczenie religijne. Jan nie zaprzecza, że Bóg realnie przemawia do człowieka. Chodzi jednak o sposób, w jaki Bóg się człowiekowi objawia i do niego mówi. Jezus Chrystus jest ostatecznym Słowem Ojca, które nie domaga się już żadnych dopowiedzeń. Pytając Boga o jakieś kolejne objawienia, żądając od Niego odpowiedzi na nurtujące nas pytania, musimy najpierw zapytać: Czy na pewno przyjęliśmy już Jego jedyne Słowo? Czy wpatrujemy się najpierw w Jezusa, w którym Bóg objawił się w całej pełni i powiedział wszystko, co miał do powiedzenia? W Chrystusie Bóg przemówił raz a dobrze, stąd znika potrzeba kolejnych objawień i znaków. Oczywiście Stwórca nie pozostaje teraz niemy, nadal przemawia do człowieka. Każde Jego słowo znajduje jednak swoją pełnię w jedynym Słowie, Synu Bożym. Cokolwiek ktoś odczyta jako znak od Boga, czy dane od Niego słowo, musi zestawić to z tym, co Bóg objawił w Chrystusie. I tylko w tym kluczu można bezpiecznie interpretować dostrzegane przez siebie znaki. Kto zaś usilnie domaga się znaków i słów, choćby w dobrej wierze, powinien się zastanowić, czy na pewno wierzy w to, że Jezus jest Słowem odpowiadającym na każde jego pytanie.

Poruszony przez Świętego Jana od Krzyża problem jest nie tylko aktualny, ale także bardziej praktyczny niż się to może na pierwszy rzut oka wydawać. Na katolickim rynku wydawniczym królują pozycje relacjonujące „osobiste spotkania z Bogiem”, zawierające słowa spisane rzekomo prosto z ust samego Chrystusa. Dla wielu tego rodzaju rewelacje stanowią fascynujący punkt odniesienia. Rzekomo pełna niejasności i niedopowiedzeń Ewangelia staje się wreszcie jasna – Pan Jezus spotkał się z jakimś mistykiem i wszystko mu podyktował! Czekamy na kolejny tom, by uzyskać odpowiedzi na następne nurtujące nas pytania… I nie dotyczy to tylko nowoczesnych, często wątpliwych tekstów, których prawowierności nie zatwierdził jeszcze urząd nauczycielski Kościoła. Chodzi także o pochodzące od Świętych pisma, które mając swoją wartość, nie mogą być przeceniane i stawiane na równi z Ewangelią. Zawsze pozostają subiektywnym wyrazem wiary i doświadczenia spotkania z Bogiem, ale nigdy nie są uzupełnieniem treści Bożego słowa, które nie domaga się wszak żadnego uzupełnienia. Często trzeba zadać sobie pytanie: Czy naprawdę wierzymy w Jezusa ukazanego w Ewangeliach? Czy ufamy, że to w Nim jest pełnia objawienia? Jakie są proporcje przyswajania przez nas źródeł, na których opieramy swoją wiarę? Być może po przeprowadzeniu stosownej ankiety okazałoby się, że istnieją tysiące osób, które nie czytały w całości Nowego Testamentu, a jednocześnie czytały po kilka razy Dzienniczek Świętej Faustyny lub Pasję Błogosławionej Katarzyny Emmerich.

We wszystkim tym nie chodzi o to, by pouczać ludzi lub wyśmiewać ich rodzaj pobożności. Rzecz w tym, by nie stracić mocnego gruntu wiary i pewnego azymutu, który daje tylko Jezus Chrystus, taki, jakim go przedstawiają natchnione teksty Pisma. To w Chrystusie można szukać wyjaśnienia wszystkich naszych religijnych doświadczeń, proroctw, słów i znaków. Nie wolno jednak odwracać tej kolejności i szukać najpierw nadzwyczajnych znaków, wtórnie dopiero wiążąc je z Ewangelią. Kiedy pośrodku Adwentu przypominamy sobie o tym i zastanawiamy się, czego właściwie oczekujemy, musimy to sobie powiedzieć jasno. Nie będzie żadnych nowych treści, bo Bóg powiedział wszystko, co miał do powiedzenia. Tak, nadal do nas przemawia, ale nie przekazuje nam żadnej tajemnej wiedzy. Każde Jego słowo i każdy pochodzący od Niego znak odsyłają do jedynego Słowa, którym jest Jezus. I kiedy oczekujemy Jego przyjścia, nie musimy oczekiwać nadzwyczajnych wydarzeń, wstrząsających wizji, spektakularnych cudów i tajemniczych orędzi. Wszystko, czego pragniemy i szukamy, a nawet o wiele więcej, jest obecne już tu i teraz w Jezusie Chrystusie, który żyje między nami. W zwykłej, codziennej obecności Pana, który działa w swoim Kościele i przemawia z kart Ewangelii. Jeśli ta zwyczajna obecność jest dla nas zbyt nudna, zapytajmy się lepiej, czy brakuje nam znaków i objawień, czy może raczej miłości, która jako jedyna nieodwołalnie pokonuje wszelką nudę.

mw